Kestin wyszła ze stajni i spojrzała, jak wysoko jest położone słońce. Tym sposobem chciała sprawdzić, która jest godzina. Słońce chyliło się ku zachodowi.
Dziewczyna dobrze wiedziała, jakiego konia ma Xyam. Kasztanek. Odwróciła się i spojrzała jeszcze raz do stajni. Tak, kasztanowaty koń był w swoim boksie i jadł sianko. Kes obawiała się, że ten sen może być jakąś wróżbą, ponieważ na razie w realu pojawił się kasztanowaty koń. Jeśli Xyam już tu jest, to zapewne kasztanek rzeczywiście jest jego. Bo wcześniej go nie widziała, zanim usnęła w boksie Abakana.
Kes weszła do swojej komnaty, gdzie, jak się spodziewała, czekał Xyam. Siedział na krześle, przodem do drzwi. Był pochylony, łokcie opierał na kolanach. Podniósł głowę, aby sprawdzić, kto przyszedł. Na widok dziewczyny wstał.
- Witaj - powiedział. - Czekałem na ciebie.
Kestin zmierzyła go wzrokiem. Postanowiła dmuchać na zimne i go obserwować. Szukała dowodów na to, czy jej sen był prawdą, czy nie. Miała nadzieję, że to nie jest prawda...
Uśmiechnęła się sztucznie, jednak Xyam nie zwrócił na to uwagi.
- Gdzie byłaś? - spytał, gdy Kes zamykała za sobą drzwi.
- W stajni - odparła swobodnie.
- Powinnaś leżeć w łóżku i odpoczywać - zauważył chłopak.
- Czuję się dobrze - uznała dziewczyna, mimo że niektóre miejsca jeszcze ją bolały.
Przyszła jej pewna myśl do głowy; albo to zwykła troska, albo... miłość. Zmarszczyła brwi.
- Coś się stało? - spytał Xyam.
- N-nie, nic... - Kes machnęła ręką.
Usiadła na łóżku będącego koło krzesła, na którym siedział chłopak. Westchnęła.
- Gdzie byłeś? - spytała, gdy zobaczyła, że ten otwiera usta, aby coś powiedzieć.
- W lesie.
- A co tam robiłeś?
- Byłem na polowaniu... Przywiozłem ze sobą kilka królików - odparł swobodnie.
- Yhm...
Zapanowała cisza. Kestin w jej trakcie rozmyślała o Xyamie. Hmm, rozmowa nie wzbudza we mnie żadnych podejrzeń. Ale będę uważać... Może coś się stanie, co zwróci moją uwagę. Tylko błagam, aby to się nie stało...
- Muszę już iść - Xyam w końcu wstał.
- Gdzie?
- Do króla. Podobno miał do mnie ważną sprawę.
Po tych słowach wyszedł, żegnając się.
Kestin zmarszczyła brwi. Jakby miał stawić się u króla, nie czekałby na nią. Nie siedziałby w jej komnacie. Dziewczyna zaczęła rozmyślać, a wtedy postanowiła dalej śledzić chłopaka. Chyba ma coś przed nią do ukrycia...
Wyjrzała przez okno; Xyam dosiadał kasztanka. Gdzie on może jechać?
Wybiegła z komnaty.
niedziela, 7 lipca 2013
środa, 3 lipca 2013
RozdziaŁ VIII: Dziwna wizja
Kestin szukała Xyama, jednak on gdzieś zniknął. Gdy spytała się, gdzie on jest, odpowiedziano jej, że pojechał do lasu. Dziewczyna chciała pojechać za nim, jednak jej nie pozwolono. Pozostało tylko czekać na jego powrót. Sama nie wiedziała, po co chciała z nim porozmawiać. Usiadła na łóżku, rozmyślając. Jednak po chwili przybyło jej wiele pytań, które mogłaby zadać chłopakowi.
W końcu Kestin usłyszała pukanie do drzwi jej komnaty. Wstała i podeszła do drzwi. Nacisnęła klamkę, a wtem do komnaty weszła całkiem spora grupka ludzi, która zaczęła coś gadać o szczęściu, o tym, co zrobiła jakiś czas temu. Po chwili jej komnata zapełniła się też wazonami pełnymi pachnących kwiatów, co zaczęło lekko denerwować dziewczynę, jednak nadal przyjmowała narastającą liczbę gości. Po długim czasie mogła zostać sama, gdyż wyszli ostatni goście.
Kestin usiadła na łóżku z głębokim westchnięciem. Po chwili przypomniała sobie o tym, że miała współpracować z królem i wykonywać różne zadania. Czasem nie lubiła swojego Daru, a raczej tego, że wiele ludzi chciało to wykorzystać. Postanowiła wrócić do komnaty władcy, aby spytać o kolejne zadanie. Gdy weszła tam i zadała królowi pytanie, ten odparł, że nie ma dla niej na razie żadnego zadania. Więc wyszła z komnaty i postanowiła odwiedzić siwka, na którym jechała dwa miesiące temu.
Koń był już zdrowy, po tamtym wydarzeniu pozostało mu jedynie kilka blizn. Na widok dziewczyny wyjrzał z boksu, patrząc na nią czujnie.
Kestin była ciekawa jego imienia. Wcześniej nie interesowało jej to, jak mówią na tego wspaniałego siwka, ale teraz postanowiła się dowiedzieć.
Spojrzała na żółtą tabliczkę informacyjną przykręconą do wejścia boksu konia. Było na niej napisanie, jak ma na imię siwek, imiona rodziców, data urodzenia i właściciel. Nic jej nie interesowało, tylko to, jak się nazywa. Abakan.
Abakan. Jakie to piękne imię.
- Hej, Abakanie - przywitała się Kestin. - Przyszłam cię przeprosić.
Pogłaskała go po pysku, a ten zarżał cicho. Patrzał na nią wyrozumiale, jakby wiedział, że Kes jest przykro z powodu tego, co się stało...
- Przepraszam - powiedziała dziewczyna, bo nie mogła nic więcej powiedzieć. Nie wiedziała jak mogła mu to powiedzieć...
Weszła do boksu Abakana, usiadła na sianie i spojrzała na niego z dołu.
Po chwili powiedziała stanowczo:
- Jedziemy do lasu.
Koń cofnął się jak najdalej boks mu pozwalał, a Kestin wtedy zrozumiała to, co chciał jej przekazać. Nie chce znów się narażać.
- Spokojnie, tym razem po prostu jedziemy do mojego...
Zawahała się. Nie wiedziała, czy Xyama może nazwać przyjacielem. Uznała po chwili, że nie. Nigdy nie miała przyjaciela, i najprawdopodobniej nie będzie miała. Nie, to nie jest jej przyjaciel.
- ...znajomego - dokończyła.
Siwek zdawał się rozważać to, co Kestin mu przekazała. Po chwili jednak podszedł do wejścia boksu, co zapewne znaczyło, że się zgadza.
- Dobry konik - uśmiechnęła się dziewczyna i pobiegła do siodlarni.
Abakan galopował już dłuższy czas przez las, ale w końcu zwolnił do stępu. Kestin nigdzie nie widziała Xyama, mimo że miała na prawdę dobry wzrok.
Gdy miała zamiar już się poddać, ponieważ zapadał już zmrok, usłyszała za sobą wołanie. Odwróciła głowę i zobaczyła Xyama jadącego na kasztanowatej klaczy. Przywitał się sucho z dziewczyną.
- Cześć - odpowiedziała Kestin. - Powiesz mi, o co ci znowu chodzi?
- Jestem na ciebie zły, nie widać? - burknął.
Konie zrównały się ze sobą i trąciły pyskami. Stanęły w miejscu.
- Dla... - chciała zapytać Kestin, ale wtedy zrozumiała, o co chodzi.
Z pewnością był zły za to, że naraziła się, by uratować żołnierzy przed wywernami. Ale dlaczego? Myślała, że mu tak na jej nie zależy... Może on coś do jej czuje? Odepchnęła od siebie tę myśl, rozdrażniona tym, że mogła o tym sobie wspomnieć.
Dziewczyna przytaknęła powoli.
- Aha, już rozumiem - mruknęła.
Zapanowała krótka cisza, którą przerwała Kes:
- Ale lepiej, aby zginęła jedna osoba, zamiast kilkudziesięciu osób, prawda? Więc czemu jesteś taki zły?
Xyam przez chwilę nic nie mówił, jakby się wahał. W końcu jednak zsiadł z konia, podszedł do Kestin i podniósł ją z konia, po czym postawił na ziemię. Uważając na to, aby dziewczyna nie czuła bólu w miejscach niektórych złamań kości, które się jeszce nie zrosły...
Przytulił ją.
Kestin uznała, że wybrał zły moment. Ale czy miejsce i czas? Hmm, może...
- Bo... zależy mi na tobie - powiedział prawie że szeptem.
Dziewczyna nie wiedziała, co zrobić, jak zareagować, co powiedzieć. Miała ochotę stąd uciec, cofnąć czas. Chciała sprawić, aby Xyam nie czuł do niej tak ważnego uczucia. Zaczęła szybko myśleć; Xyam przecież mało o niej wie. Nie zna jej prawie w ogóle. Znają się dopiero kilka dni... eeee, coś około dwóch miesięcy - poprawiła się w myślach. Ale żeby tak wcześnie? No cóż, jest takie coś jak miłość od pierwszego wejrzenia...
- Kestin? Kestin?
Otwarła oczy. Nad nią stał jakiś mężczyzna. Początkowo dziwiła się, że nieznajomy człowiek zna jej imię, ale wróciła do niej cała rzeczywistość.
Leżała w sianie, przytulona do Abakana. Mężczyzna, który nad nią stał, okazał się być stajennym.
A więc to był sen... Hmm, całkiem dziwna wizja.
W końcu Kestin usłyszała pukanie do drzwi jej komnaty. Wstała i podeszła do drzwi. Nacisnęła klamkę, a wtem do komnaty weszła całkiem spora grupka ludzi, która zaczęła coś gadać o szczęściu, o tym, co zrobiła jakiś czas temu. Po chwili jej komnata zapełniła się też wazonami pełnymi pachnących kwiatów, co zaczęło lekko denerwować dziewczynę, jednak nadal przyjmowała narastającą liczbę gości. Po długim czasie mogła zostać sama, gdyż wyszli ostatni goście.
Kestin usiadła na łóżku z głębokim westchnięciem. Po chwili przypomniała sobie o tym, że miała współpracować z królem i wykonywać różne zadania. Czasem nie lubiła swojego Daru, a raczej tego, że wiele ludzi chciało to wykorzystać. Postanowiła wrócić do komnaty władcy, aby spytać o kolejne zadanie. Gdy weszła tam i zadała królowi pytanie, ten odparł, że nie ma dla niej na razie żadnego zadania. Więc wyszła z komnaty i postanowiła odwiedzić siwka, na którym jechała dwa miesiące temu.
Koń był już zdrowy, po tamtym wydarzeniu pozostało mu jedynie kilka blizn. Na widok dziewczyny wyjrzał z boksu, patrząc na nią czujnie.
Kestin była ciekawa jego imienia. Wcześniej nie interesowało jej to, jak mówią na tego wspaniałego siwka, ale teraz postanowiła się dowiedzieć.
Spojrzała na żółtą tabliczkę informacyjną przykręconą do wejścia boksu konia. Było na niej napisanie, jak ma na imię siwek, imiona rodziców, data urodzenia i właściciel. Nic jej nie interesowało, tylko to, jak się nazywa. Abakan.
Abakan. Jakie to piękne imię.
- Hej, Abakanie - przywitała się Kestin. - Przyszłam cię przeprosić.
Pogłaskała go po pysku, a ten zarżał cicho. Patrzał na nią wyrozumiale, jakby wiedział, że Kes jest przykro z powodu tego, co się stało...
- Przepraszam - powiedziała dziewczyna, bo nie mogła nic więcej powiedzieć. Nie wiedziała jak mogła mu to powiedzieć...
Weszła do boksu Abakana, usiadła na sianie i spojrzała na niego z dołu.
Po chwili powiedziała stanowczo:
- Jedziemy do lasu.
Koń cofnął się jak najdalej boks mu pozwalał, a Kestin wtedy zrozumiała to, co chciał jej przekazać. Nie chce znów się narażać.
- Spokojnie, tym razem po prostu jedziemy do mojego...
Zawahała się. Nie wiedziała, czy Xyama może nazwać przyjacielem. Uznała po chwili, że nie. Nigdy nie miała przyjaciela, i najprawdopodobniej nie będzie miała. Nie, to nie jest jej przyjaciel.
- ...znajomego - dokończyła.
Siwek zdawał się rozważać to, co Kestin mu przekazała. Po chwili jednak podszedł do wejścia boksu, co zapewne znaczyło, że się zgadza.
- Dobry konik - uśmiechnęła się dziewczyna i pobiegła do siodlarni.
* * *
Gdy miała zamiar już się poddać, ponieważ zapadał już zmrok, usłyszała za sobą wołanie. Odwróciła głowę i zobaczyła Xyama jadącego na kasztanowatej klaczy. Przywitał się sucho z dziewczyną.
- Cześć - odpowiedziała Kestin. - Powiesz mi, o co ci znowu chodzi?
- Jestem na ciebie zły, nie widać? - burknął.
Konie zrównały się ze sobą i trąciły pyskami. Stanęły w miejscu.
- Dla... - chciała zapytać Kestin, ale wtedy zrozumiała, o co chodzi.
Z pewnością był zły za to, że naraziła się, by uratować żołnierzy przed wywernami. Ale dlaczego? Myślała, że mu tak na jej nie zależy... Może on coś do jej czuje? Odepchnęła od siebie tę myśl, rozdrażniona tym, że mogła o tym sobie wspomnieć.
Dziewczyna przytaknęła powoli.
- Aha, już rozumiem - mruknęła.
Zapanowała krótka cisza, którą przerwała Kes:
- Ale lepiej, aby zginęła jedna osoba, zamiast kilkudziesięciu osób, prawda? Więc czemu jesteś taki zły?
Xyam przez chwilę nic nie mówił, jakby się wahał. W końcu jednak zsiadł z konia, podszedł do Kestin i podniósł ją z konia, po czym postawił na ziemię. Uważając na to, aby dziewczyna nie czuła bólu w miejscach niektórych złamań kości, które się jeszce nie zrosły...
Przytulił ją.
Kestin uznała, że wybrał zły moment. Ale czy miejsce i czas? Hmm, może...
- Bo... zależy mi na tobie - powiedział prawie że szeptem.
Dziewczyna nie wiedziała, co zrobić, jak zareagować, co powiedzieć. Miała ochotę stąd uciec, cofnąć czas. Chciała sprawić, aby Xyam nie czuł do niej tak ważnego uczucia. Zaczęła szybko myśleć; Xyam przecież mało o niej wie. Nie zna jej prawie w ogóle. Znają się dopiero kilka dni... eeee, coś około dwóch miesięcy - poprawiła się w myślach. Ale żeby tak wcześnie? No cóż, jest takie coś jak miłość od pierwszego wejrzenia...
- Kestin? Kestin?
Otwarła oczy. Nad nią stał jakiś mężczyzna. Początkowo dziwiła się, że nieznajomy człowiek zna jej imię, ale wróciła do niej cała rzeczywistość.
Leżała w sianie, przytulona do Abakana. Mężczyzna, który nad nią stał, okazał się być stajennym.
A więc to był sen... Hmm, całkiem dziwna wizja.
środa, 19 czerwca 2013
RozdziaŁ VII: Inne nastawienie
Kestin otwarła powoli oczy, w które, jak się okazało, wpatrywał się Xyam. Na jego twarzy malował się niepokój, zatroskanie i smutek. Baaardzo dziwna mieszanina uczuć.
- Jak się czujesz? - spytał.
Dziewczyna chciała odpowiedzieć, ale gdy miała zamiar otworzyć usta, zabolała ją mocno żuchwa. Jęknęła. Xyam wetschnął, zapanowała niezręczna cisza. Kestin powiedziałaby coś, ale w końcu nie mogła nic mówić...
Chłopak wstał i wyszedł, powiedział coś do pielęgniarki...
CO? Pielęgniarki?
Kestin rozejrzała się - po chwili wszystkie te zdarzenia, które minęły do niej wróciły; szybka jazda na siwku, wywerny, zamek... Do jej komnaty widocznie przyszło kilka uzdrowicieli i pielęgniarek.
Dziewczyna sięgnęła po swój zielony płaszcz i założyła go, po czym wstała zupełnie ignorując ból w lewej ręce i udzie. Podeszła do drzwi, lekko kulejąc, a wtedy usłyszała za sobą głosy dwóch pielęgniarek, które sprzeciwiały jej się zachowaniu, prawiły jej kazania, że powinna teraz leżeć w łóżku. Kestin jednak to zignorowała. Wyszła z komnaty, nie zwracając uwagi na Xyama, uzdrowicieli i innych ludzi.
Otworzyła drzwi do wyjścia z zamku, ale tam czekali strażnicy, którzy, prócz okazywania zdziwienia i szacunku, zakazali jej wychodzić. I znowu, jak pielęgniarki, powiedzieli, że ma wracać do swojej komnaty i wypoczywać.
Kestin poszła w stronę komnaty, przynajmniej tak udawała. W drodze zastanawiała się, dlaczego okazali jej szacunek... I czemu się dziwili? Ile czasu była nieprzytomna? Zmarszczyła brwi i postanowiła jednak wrócić do komnaty, w której czekał już na nią Xyam.
- Około półtorej miesiąca - chłopak odpowiedział po chwili, zdawał się liczyć upływające dni od tamtego wydarzenia.
- Co?! - wykrzyknęła Kestin. - Nie pomyliłeś się?
Xyam zamyślił się chwilę, po czym odpowiedział spokojnie, jakby to było normalne:
- Ano, tak. Pomyliłem się. - przyznał.
- To ile?
- Dwa miesiące.
- Ty chyba żarty sobie stroisz... - odparła nieco zirytowana.
Ten wzruszył ramionami.
- Czy kiedykolwiek cię okłamałem? - spytał z drwiną w głosie.
- Ech.. - westchnęła Kestin, po czym znów powtórzyła pytanie: - To ile?
- No, dwa miesiące!
- ...
Nie odpowiedziała. Postanowiła się zapytać kilku innych osób, które odpowiedziały jej to samo.
Zmarszczyła brwi, po czym spytała pierwszej napotkanej osoby, która godzina.
- Coś koło dziesiątej.. - odpowiedziano jej.
Dziewczyna podziękowała tejże osobie i ruszyła do komnat króla, który na jej widok otworzył szeroko oczy.
- Ty już na nogach? - wykrzyknął.
- A co? - odparła niegrzecznie Kestin.
Król nie odpowiedział, tylko podrapał się po głowie.
- Czemu wasza królewska mość jest zdziwiona? W ogóle wszyscy! - powiedziała dziewczyna, tym razem z większym szacunkiem do władcy.
Ten znów nic nie powiedział. Mruknął tylko coś pod nosem. Widząc, że Kestin czeka na odpowiedź, powiedział szybko:
- To ty nic nie wiesz? W całym królestwie o tobie mówią!
Dziewczyna zdziwiła się, ale po chwili zrozumiała, dlaczego strażnicy spoglądali na nią ze zdziwieniem i szacunkiem, w ogóle wszystko do niej wróciło.
Czyli zmienili do mnie nastawienie... Hmm, ciekawe. - pomyślała.
Nie odpowiadając wyszła z komnaty.
- Jak się czujesz? - spytał.
Dziewczyna chciała odpowiedzieć, ale gdy miała zamiar otworzyć usta, zabolała ją mocno żuchwa. Jęknęła. Xyam wetschnął, zapanowała niezręczna cisza. Kestin powiedziałaby coś, ale w końcu nie mogła nic mówić...
Chłopak wstał i wyszedł, powiedział coś do pielęgniarki...
CO? Pielęgniarki?
Kestin rozejrzała się - po chwili wszystkie te zdarzenia, które minęły do niej wróciły; szybka jazda na siwku, wywerny, zamek... Do jej komnaty widocznie przyszło kilka uzdrowicieli i pielęgniarek.
Dziewczyna sięgnęła po swój zielony płaszcz i założyła go, po czym wstała zupełnie ignorując ból w lewej ręce i udzie. Podeszła do drzwi, lekko kulejąc, a wtedy usłyszała za sobą głosy dwóch pielęgniarek, które sprzeciwiały jej się zachowaniu, prawiły jej kazania, że powinna teraz leżeć w łóżku. Kestin jednak to zignorowała. Wyszła z komnaty, nie zwracając uwagi na Xyama, uzdrowicieli i innych ludzi.
Otworzyła drzwi do wyjścia z zamku, ale tam czekali strażnicy, którzy, prócz okazywania zdziwienia i szacunku, zakazali jej wychodzić. I znowu, jak pielęgniarki, powiedzieli, że ma wracać do swojej komnaty i wypoczywać.
Kestin poszła w stronę komnaty, przynajmniej tak udawała. W drodze zastanawiała się, dlaczego okazali jej szacunek... I czemu się dziwili? Ile czasu była nieprzytomna? Zmarszczyła brwi i postanowiła jednak wrócić do komnaty, w której czekał już na nią Xyam.
- Około półtorej miesiąca - chłopak odpowiedział po chwili, zdawał się liczyć upływające dni od tamtego wydarzenia.
- Co?! - wykrzyknęła Kestin. - Nie pomyliłeś się?
Xyam zamyślił się chwilę, po czym odpowiedział spokojnie, jakby to było normalne:
- Ano, tak. Pomyliłem się. - przyznał.
- To ile?
- Dwa miesiące.
- Ty chyba żarty sobie stroisz... - odparła nieco zirytowana.
Ten wzruszył ramionami.
- Czy kiedykolwiek cię okłamałem? - spytał z drwiną w głosie.
- Ech.. - westchnęła Kestin, po czym znów powtórzyła pytanie: - To ile?
- No, dwa miesiące!
- ...
Nie odpowiedziała. Postanowiła się zapytać kilku innych osób, które odpowiedziały jej to samo.
Zmarszczyła brwi, po czym spytała pierwszej napotkanej osoby, która godzina.
- Coś koło dziesiątej.. - odpowiedziano jej.
Dziewczyna podziękowała tejże osobie i ruszyła do komnat króla, który na jej widok otworzył szeroko oczy.
- Ty już na nogach? - wykrzyknął.
- A co? - odparła niegrzecznie Kestin.
Król nie odpowiedział, tylko podrapał się po głowie.
- Czemu wasza królewska mość jest zdziwiona? W ogóle wszyscy! - powiedziała dziewczyna, tym razem z większym szacunkiem do władcy.
Ten znów nic nie powiedział. Mruknął tylko coś pod nosem. Widząc, że Kestin czeka na odpowiedź, powiedział szybko:
- To ty nic nie wiesz? W całym królestwie o tobie mówią!
Dziewczyna zdziwiła się, ale po chwili zrozumiała, dlaczego strażnicy spoglądali na nią ze zdziwieniem i szacunkiem, w ogóle wszystko do niej wróciło.
Czyli zmienili do mnie nastawienie... Hmm, ciekawe. - pomyślała.
Nie odpowiadając wyszła z komnaty.
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Rozdział VI: Wywerny
Następnego ranka, gdy dochodziła godzina dziewiąta, Kestin poszła do sali króla. Strażnicy otworzyli jej wielkie drzwi, a ta westchnęła. Obawiała się, że jakiś nieszczęsny człowiek zrobił coś, co nie spodobało się władcy i teraz Kestin miała się z nim rozprawić.
Król uśmiechnął się do niej na powitanie.
- A jednak jesteś - powiedział, a w jego głosie była duma, jak u właściciela psa, który wykonał sztuczkę. - Nie martw się, zadanie nie jest takie, jak myślisz. Nie wykorzystam dziś twojego Daru. Masz wypatrywać wywern, część moich strażników idzie do innego królestwa załatwić pewne sprawy, a nie chcę, aby coś im się stało. Jeśli zauważysz jakąś wywernę, powiadom łuczników.
Wywerny to istoty przypominające smoki, ale w przeciwieństwie do nich mają jedynie dwie pary kończyn, w tym przednie przekształcone w skrzydła. Nie są nastawione przyjaźnie do ludzi i innych istot, które nie są z ich gatunku, czasem nawet walczą ze sobą. Wyczują krew z odległości kilku kilometrów, czasem nawet kilkunastu. Są bardzo niebezpieczne.
Dziewczyna jednak nie miała wyjścia - gdyby odmówiła królowi posłuszeństwa, byłoby z nią źle. Zgodziła się.
- Strażnicy wyruszają za pół godziny - oznajmił władca. - Możesz iść.
Kestin przytaknęła i wyszła z sali.
Od razu poszła do stajni, aby osiodłać konia. Wiedziała, że królowi chodziło o coś innego, że miała na przykład stać na balkonie i obserwować nadlatujące wywerny. Ale miała inny pomysł, którym udowodniłaby, że nie jest taka jak swój ojciec.
Wyczyściła i osiodłała siwego konia, po czym wyszła z nim ze stajni i wsiadła na niego. Poprowadziła siwka w stronę bramy głównej, z której wychodziło kilkadziesiąt strażników.
Kestin po chwili zobaczyła sześć dorosłych wywern krążących nieopodal. Nie dała znaku łucznikom, aby zaczęli strzelać. Spojrzała na strażników; poruszali się szybko, niedługo mieli dotrzeć do miejsca, w którym będą bezpieczni.
Dziewczyna zobaczyła, że jedna z wywern zobaczyła ich. Postanowiła więc już wcielić swój plan w życie. Wyjęła sztylet z pochwy i nacięła sobie nim rękę. Potwory od razu ją wyczuły i poleciały w jej kierunku, wszystkie zapominając o straży. Koń Kestin zerwał się z miejsca i pobiegł w stronę zamku - tam na szczęście byli bezpieczni, tam byli łucznicy i ochronne bariery magiczne. Jednak musieli pokonać całkiem spory dystans.
Siwek spisał się dobrze - biegł tak szybko, że Kestin ledwo mogła się na nim utrzymać. Wywerny jednak były szybkie; dwie z nich zniżyły lot i prawie chwyciły dziewczynę. Za drugim razem trzeciej bestii się udało; Kestin po chwili była kilka metrów nad ziemią. Obdarzona wiedziała, że to już jej koniec. Spojrzała na swojego wierzchowca, który był atakowany przez resztę bestii. Wywerna, która trzymała dziewczynę, w końcu zobaczyła barierę magiczną i wpadła na nią, upuszczając przy tym swoją pasażerkę. Kestin upadła na ziemię ciężko, a wywerny po chwili zostały zestrzelone przez łuczników.
Dziewczyna spojrzała na konia, który był ranny i kulał na jedną nogę. Zapłakała, nie z bólu, lecz z powodu, że siwek cierpiał przez nią. Spojrzała w górę i zobaczyła Xyama stojącego na balkonie. To był ostatni obraz, jaki widziała w tej chwili.
Król uśmiechnął się do niej na powitanie.
- A jednak jesteś - powiedział, a w jego głosie była duma, jak u właściciela psa, który wykonał sztuczkę. - Nie martw się, zadanie nie jest takie, jak myślisz. Nie wykorzystam dziś twojego Daru. Masz wypatrywać wywern, część moich strażników idzie do innego królestwa załatwić pewne sprawy, a nie chcę, aby coś im się stało. Jeśli zauważysz jakąś wywernę, powiadom łuczników.
Wywerny to istoty przypominające smoki, ale w przeciwieństwie do nich mają jedynie dwie pary kończyn, w tym przednie przekształcone w skrzydła. Nie są nastawione przyjaźnie do ludzi i innych istot, które nie są z ich gatunku, czasem nawet walczą ze sobą. Wyczują krew z odległości kilku kilometrów, czasem nawet kilkunastu. Są bardzo niebezpieczne.
Dziewczyna jednak nie miała wyjścia - gdyby odmówiła królowi posłuszeństwa, byłoby z nią źle. Zgodziła się.
- Strażnicy wyruszają za pół godziny - oznajmił władca. - Możesz iść.
Kestin przytaknęła i wyszła z sali.
Od razu poszła do stajni, aby osiodłać konia. Wiedziała, że królowi chodziło o coś innego, że miała na przykład stać na balkonie i obserwować nadlatujące wywerny. Ale miała inny pomysł, którym udowodniłaby, że nie jest taka jak swój ojciec.
Wyczyściła i osiodłała siwego konia, po czym wyszła z nim ze stajni i wsiadła na niego. Poprowadziła siwka w stronę bramy głównej, z której wychodziło kilkadziesiąt strażników.
Kestin po chwili zobaczyła sześć dorosłych wywern krążących nieopodal. Nie dała znaku łucznikom, aby zaczęli strzelać. Spojrzała na strażników; poruszali się szybko, niedługo mieli dotrzeć do miejsca, w którym będą bezpieczni.
Dziewczyna zobaczyła, że jedna z wywern zobaczyła ich. Postanowiła więc już wcielić swój plan w życie. Wyjęła sztylet z pochwy i nacięła sobie nim rękę. Potwory od razu ją wyczuły i poleciały w jej kierunku, wszystkie zapominając o straży. Koń Kestin zerwał się z miejsca i pobiegł w stronę zamku - tam na szczęście byli bezpieczni, tam byli łucznicy i ochronne bariery magiczne. Jednak musieli pokonać całkiem spory dystans.
Siwek spisał się dobrze - biegł tak szybko, że Kestin ledwo mogła się na nim utrzymać. Wywerny jednak były szybkie; dwie z nich zniżyły lot i prawie chwyciły dziewczynę. Za drugim razem trzeciej bestii się udało; Kestin po chwili była kilka metrów nad ziemią. Obdarzona wiedziała, że to już jej koniec. Spojrzała na swojego wierzchowca, który był atakowany przez resztę bestii. Wywerna, która trzymała dziewczynę, w końcu zobaczyła barierę magiczną i wpadła na nią, upuszczając przy tym swoją pasażerkę. Kestin upadła na ziemię ciężko, a wywerny po chwili zostały zestrzelone przez łuczników.
Dziewczyna spojrzała na konia, który był ranny i kulał na jedną nogę. Zapłakała, nie z bólu, lecz z powodu, że siwek cierpiał przez nią. Spojrzała w górę i zobaczyła Xyama stojącego na balkonie. To był ostatni obraz, jaki widziała w tej chwili.
niedziela, 2 czerwca 2013
Rozdział V: Sąd
Gdy Kestin weszła do komnaty króla, zdziwiła się, widząc wielu łuczników, których strzały były wycelowane w nią i strażników z bronią w ręku. Władca natomiast siedział na swoim tronie i patrzał na nią zadowolony.
- Aż tak za mną się stęskniłaś? - zakpił.
Dziewczyna chciała się wyrwać z rąk dwóch strażników, którzy dalej są trzymali, ale wtedy przypomniała sobie o reszcie. Nie miała z nimi szans. Spojrzała wściekla na króla.
- Nie próbuj walczyć - powiedział władca. - Jak sama widzisz, otaczają cię tutaj moi strażnicy i łucznicy.
Kestin znowu spojrzała na obstawę swojego wroga. Pomyślała chwilę, po czym powiedziała:
- Jeśli jeden z łuczników mnie zaatakuje, a ja ominę atak, strzała trafi w jednego ze strażników. Ten upadnie i przewróci się na innych. Powstanie pewne zamieszanie, podczas którego będę mogła uciec.
Król zamyślił się, po czym skinął głową, ale nic nie powiedział. Dziewczyna chciała odwrócić się i wyjść, ale zapomniała o strażnikach, którzy nadal ją trzymali. Jeden z nich, niewiadomo z jakiego powodu, podkosił ją.
- Ojoj, czyżby ktoś był dla ciebie niedobry..? - spytał władca, a w jego głosie była kpina. Kilku strażników nawet się zaśmiało cicho. - No dobra, przejdźmy do rzeczy - jego głos spoważniał. - Nie chciałbym marnować takiej dobrej wojowniczki jak ty i cię krzywdzić. Więc zadam ci to samo pytanie, jakie zadałem ci 8 lat temu; czy będziesz mi służyć?
- Nie - syknęła.
- Czyli chcesz być taka, jak twój ojciec?
Nagle zapanowała cisza. Przed Kestin powróciły wspomnienia z dzieciństwa. Jej ojciec co prawda nie miał Daru walki, ale był łotrem, który był poszukiwany w całym kraju. Podpalił jedno miasto i nieraz okradał króla. Dziewczyna nie wiedziała, jak jej matka mogła wziąć taką osobę za męża. A może ona też była złodziejką? Nie wiedziała, bo nigdy nie znała swojej matki. A ojciec w końcu zginął w walce, gdy Kestin miała pięć lat.
Odepchnęła od siebie te myśli i nie odezwała się.
- Więc jak? - zapytał po dłuższej chwili król.
Dziewczyna nadal się nie odzywała.
- Czyli mam podjąć decyzję za ciebie... - powiedział władca i zanim Kestin zdążyła zaprotestować, powiedział: - Zaprowadzić ją do jej komnaty. Kestin, jutro o ósmej masz się stawić w tej sali.
Zdenerwował ją tym, ale znowu nic nie była w stanie powiedzieć, ponieważ pięciu strażników wyprowadziło ją z sali. Przy drzwiach, na korytarzu stał Oscar. Dziewczyna wysłała mu gniewne spojrzenie. Ten westchnął tylko.
Mimo, że komnata była piękna, Kes nie była zadowolona. Od razu chciała uciec przez okno, ale było za wysoko, a prześcieradła były za krótkie, aby zrobić z nich linę.
Niedługo potem odwiedził ją Oscar. Usiadł przy niej na łóżku i powiedział:
- Przepraszam.
Kestin nie odezwała się, tylko prychnęła.
- Nie chciałem tak - zaczął chłopak.
- Zejdź mi z oczu.
Chłopak westchnął.
- I ja tak na prawdę...
- Zostaw mnie samą - warknęła Kestin.
- Ale to na prawdę ważne!
- Nie jesteś dla mnie ważną osobą, dlatego też to, co mówisz, nie jest ważne.
- Na prawdę chciałbym zdobyć ponownie twoje zaufanie. I nie chcę cię znowu zdradzić - westchnął chłopak. - I nie mam na imię Oscar, tylko Xyam.
Kestin spojrzała na chłopca.
- Kolejne kłamstwo - burknęła.
- Nie, tym razem to prawda. Moje drugie imię to Oscar..
- I to wszystko wymyślił król? Nienawidzę drania - syknęła dziewczyna. - A teraz się wynoś, chcę zostać sama.
Tym razem Xyam nie protestował. Wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
- Aż tak za mną się stęskniłaś? - zakpił.
Dziewczyna chciała się wyrwać z rąk dwóch strażników, którzy dalej są trzymali, ale wtedy przypomniała sobie o reszcie. Nie miała z nimi szans. Spojrzała wściekla na króla.
- Nie próbuj walczyć - powiedział władca. - Jak sama widzisz, otaczają cię tutaj moi strażnicy i łucznicy.
Kestin znowu spojrzała na obstawę swojego wroga. Pomyślała chwilę, po czym powiedziała:
- Jeśli jeden z łuczników mnie zaatakuje, a ja ominę atak, strzała trafi w jednego ze strażników. Ten upadnie i przewróci się na innych. Powstanie pewne zamieszanie, podczas którego będę mogła uciec.
Król zamyślił się, po czym skinął głową, ale nic nie powiedział. Dziewczyna chciała odwrócić się i wyjść, ale zapomniała o strażnikach, którzy nadal ją trzymali. Jeden z nich, niewiadomo z jakiego powodu, podkosił ją.
- Ojoj, czyżby ktoś był dla ciebie niedobry..? - spytał władca, a w jego głosie była kpina. Kilku strażników nawet się zaśmiało cicho. - No dobra, przejdźmy do rzeczy - jego głos spoważniał. - Nie chciałbym marnować takiej dobrej wojowniczki jak ty i cię krzywdzić. Więc zadam ci to samo pytanie, jakie zadałem ci 8 lat temu; czy będziesz mi służyć?
- Nie - syknęła.
- Czyli chcesz być taka, jak twój ojciec?
Nagle zapanowała cisza. Przed Kestin powróciły wspomnienia z dzieciństwa. Jej ojciec co prawda nie miał Daru walki, ale był łotrem, który był poszukiwany w całym kraju. Podpalił jedno miasto i nieraz okradał króla. Dziewczyna nie wiedziała, jak jej matka mogła wziąć taką osobę za męża. A może ona też była złodziejką? Nie wiedziała, bo nigdy nie znała swojej matki. A ojciec w końcu zginął w walce, gdy Kestin miała pięć lat.
Odepchnęła od siebie te myśli i nie odezwała się.
- Więc jak? - zapytał po dłuższej chwili król.
Dziewczyna nadal się nie odzywała.
- Czyli mam podjąć decyzję za ciebie... - powiedział władca i zanim Kestin zdążyła zaprotestować, powiedział: - Zaprowadzić ją do jej komnaty. Kestin, jutro o ósmej masz się stawić w tej sali.
Zdenerwował ją tym, ale znowu nic nie była w stanie powiedzieć, ponieważ pięciu strażników wyprowadziło ją z sali. Przy drzwiach, na korytarzu stał Oscar. Dziewczyna wysłała mu gniewne spojrzenie. Ten westchnął tylko.
Mimo, że komnata była piękna, Kes nie była zadowolona. Od razu chciała uciec przez okno, ale było za wysoko, a prześcieradła były za krótkie, aby zrobić z nich linę.
Niedługo potem odwiedził ją Oscar. Usiadł przy niej na łóżku i powiedział:
- Przepraszam.
Kestin nie odezwała się, tylko prychnęła.
- Nie chciałem tak - zaczął chłopak.
- Zejdź mi z oczu.
Chłopak westchnął.
- I ja tak na prawdę...
- Zostaw mnie samą - warknęła Kestin.
- Ale to na prawdę ważne!
- Nie jesteś dla mnie ważną osobą, dlatego też to, co mówisz, nie jest ważne.
- Na prawdę chciałbym zdobyć ponownie twoje zaufanie. I nie chcę cię znowu zdradzić - westchnął chłopak. - I nie mam na imię Oscar, tylko Xyam.
Kestin spojrzała na chłopca.
- Kolejne kłamstwo - burknęła.
- Nie, tym razem to prawda. Moje drugie imię to Oscar..
- I to wszystko wymyślił król? Nienawidzę drania - syknęła dziewczyna. - A teraz się wynoś, chcę zostać sama.
Tym razem Xyam nie protestował. Wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
czwartek, 30 maja 2013
Rozdział IV: Coś tu nie tak...
Dziewczyna po powrocie do swojego ukrycia uznała, że nawet lubi Oscara. Skarciła się w myślach, bo przypomniała sobie o wielu ludziach, którzy są zdradzieccy. I że nikt nie był dla niej życzliwy, kiedy widział jej oczy. Pomyślała też o tych, którzy są przyjaciółmi, a potem gdzieś znikają. A poza tym, zaledwie godzinę temu miała go dość! Ten argument najbardziej przekonywał Kestin do stwierdzenia, że nie lubi Oscara. I była jeszcze jedna sprawa: niepewnie wymówił swoje imię, gdy się przedstawiał - jakby zapomniał, jak się nazywa.
Nagle do dziewczyny dotarła pewna myśl; może Oscar... To nie Oscar? Czy podał jej fałszywe imię? To jest całkiem możliwe... Musiała teraz go szybko odnaleźć i wyjaśnić całą sprawę. Ale... Ale jeśli to nie jest prawda? Jeśli podał jej swoje prawdziwe imię, a ten incydent z przedstawieniem się - może po prostu nie był pewny, czy może jej zaufać? Kestin postanowiła się tym nie przejmować, ale i tak założyła swój zielony płaszcz i zarzuciła kaptur na głowę, po czym wyszła z ukrycia i ruszyła w kierunku miasta.
Tam było dużo ludzi, ale nikt na szczęście nie zwrócił uwagi na zakapturzoną dziewczynę przemierzającą miasto, która rozgląda się na wszystkie strony.
Nie znalazła tam Osc... em, chłopaka, więc postanowiła iść na dziedziniec zamkowy, wbrew swojej woli. Wcale nie wiedziała, dlaczego go szuka, chociaż obiecała sobie, że nie będzie przejmować się takim nudziarzem.
Gdy jakoś znalazła się na dziedzińcu, wtedy już zaczęłą zwracać uwagę służących i innych ludzi znajdujących się na dworze. Kestin postanowiła nie zwracać na nich uwagi, po prostu szła dalej, w kierunku dwóch strażników z włóczniami w ręku, którzy pilnowali bramy głównej.
- Czego chcesz? - spytał groźnym tonem jeden z nich.
- Mam sprawę do króla... - odpowiedziała dziewczyna.
- Król jest zajęty - powiedział drugi.
- Ale ja... - zaczęła protestować Kestin. Tak na prawdę nie miała sprawy do króla, tylko do "Oscara", który najprawdopodobniej powinien tam się znajdować.
- Odejdź.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Nie - warknęła tylko i obejrzała się za siebie. Nikt na nią nie patrzył, nie było dużo ludzi.
Wyrwała jednemu ze strażników włócznię z rąk i wzięła też drugą, którą trzymał w dłoni drugi. Zanim mężczyźni się zorientowali, już siedzieli w dwóch osobnych beczkach, nieprzytomni. Kestin ponownie sprawdziła, czy nikt nie widział tego zjawiska; zdawało jej się, że nie. Ludzie normalnie ze sobą rozmawiali, a dwóch małych chłopców rozmawiało ze strażą. C-co? Ze strażą? Kestin miała nadzieję, że ci chłopcy chcą w przyszłości służyć królowi i bronić jego królestwa i tylko zadają różne pytania dotyczące tejże pracy. Mogli zauważyć też ten incydent, który przed chwilą miał tu miejsce i teraz rozmawiać ze strażnikami o tym zdarzeniu. Dziewczyna mogła spodziewać się ataku ze strony kilkunastu, może i kilkudziesięciu uzbrojonych ludzi.
Kestin szybko weszła do zamku i zamknęła za sobą drzwi. Na dużym holu stał pewien lokaj, który myślał, że dziewczyna ma ważną sprawę do króla i że strażnicy ją przepuścili.
- Zaprowadzić panią do króla? - spytał.
- Nie, dziękuję - powiedziała. - Poradzę sobie.
Po czym skręciła w lewo, czyli nie tam, gdzie powinna.
- Tam jest kuchnia, proszę pani - zauważył lokaj. - Na pewno pani trafi do króla?
- Tak, tak... - mruknęła Kestin i weszła po wysokich schodach na górę.
Tym razem służący nie zwrócił jej uwagi, co znaczyło, że idzie w dobrym kierunku. Otworzyła duże, zdobione złotymi wzorami drzwi znajdujące się naprzeciwko niej.
W samym końcu sali, na złotym tronie siedział król. Za nim stał pewien mężczyzna, który rozmawiał z nim, ale gdy oboje zobaczyli Kestin, zamilkli. Władca i dziewczyna dobrze się znali. Byli wrogami. Kestin jednak nie zwróciła na niego uwagi, tylko na osobę stojącą za tronem. Czarne włosy, dwukolorowe, błyszczące oczy... Oscar. Była pewna, że to on.
Spojrzała mu wyzywająco w oczy. Była na niego wściekła, sama nie wiedziała, dlaczego. A na dodatek ten głupek udawał, że jej nie zna!
- Oscar - powiedziała w końcu, zapominając o tym, że ten może nie mieć tak na imię. - Musimy sobie coś wyjaśnić.
Król rozejrzał się po sali.
- Czy jest tu jakiś Oscar? - spytał tego "Oscara". Ten pokiwał głową przecząco.
Król spojrzał na Kestin:
- O kogo ci chodzi? - spytał.
- No, o Oscara.
- Jakiego Oscara?
- Tego co stoi za tronem.
- Xy... - zaczął, ale potem przytaknął, jakby coś sobie przypomniał i powiedział z wahaniem: - Ach, zupełnie zapomniałem, zwykle mówię do ciebie po przezwisku i przyzwyczaiłem się, że tak na prawdę masz na imię Oscar...
Kestin nie rozumiała o co chodzi, skąd to wahanie w głosie króla. Zmarszczyła brwi.
- Mogę z nim porozmawiać?
- O czym? - spytał król, nadal mówiąc niepewnie.
- To nie twoja sprawa, wasza królewska mość - powiedziała dziewczyna i podeszła do Oscara, po czym pociągnęła go za rękę do głównych drzwi. Ten się wyrwał.
- Co ty robisz? - zapytał rozdrażniony.
- Musimy porozmawiać. I nie udawaj, że mnie nie znasz - warknęła Kestin.
- Czy ja udaję..? - spytał chłopak. Dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem. Ten westchnął. - No dobra, gdzie chcesz rozmawiać?
Nagle do dziewczyny dotarła pewna myśl; może Oscar... To nie Oscar? Czy podał jej fałszywe imię? To jest całkiem możliwe... Musiała teraz go szybko odnaleźć i wyjaśnić całą sprawę. Ale... Ale jeśli to nie jest prawda? Jeśli podał jej swoje prawdziwe imię, a ten incydent z przedstawieniem się - może po prostu nie był pewny, czy może jej zaufać? Kestin postanowiła się tym nie przejmować, ale i tak założyła swój zielony płaszcz i zarzuciła kaptur na głowę, po czym wyszła z ukrycia i ruszyła w kierunku miasta.
Tam było dużo ludzi, ale nikt na szczęście nie zwrócił uwagi na zakapturzoną dziewczynę przemierzającą miasto, która rozgląda się na wszystkie strony.
Nie znalazła tam Osc... em, chłopaka, więc postanowiła iść na dziedziniec zamkowy, wbrew swojej woli. Wcale nie wiedziała, dlaczego go szuka, chociaż obiecała sobie, że nie będzie przejmować się takim nudziarzem.
Gdy jakoś znalazła się na dziedzińcu, wtedy już zaczęłą zwracać uwagę służących i innych ludzi znajdujących się na dworze. Kestin postanowiła nie zwracać na nich uwagi, po prostu szła dalej, w kierunku dwóch strażników z włóczniami w ręku, którzy pilnowali bramy głównej.
- Czego chcesz? - spytał groźnym tonem jeden z nich.
- Mam sprawę do króla... - odpowiedziała dziewczyna.
- Król jest zajęty - powiedział drugi.
- Ale ja... - zaczęła protestować Kestin. Tak na prawdę nie miała sprawy do króla, tylko do "Oscara", który najprawdopodobniej powinien tam się znajdować.
- Odejdź.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Nie - warknęła tylko i obejrzała się za siebie. Nikt na nią nie patrzył, nie było dużo ludzi.
Wyrwała jednemu ze strażników włócznię z rąk i wzięła też drugą, którą trzymał w dłoni drugi. Zanim mężczyźni się zorientowali, już siedzieli w dwóch osobnych beczkach, nieprzytomni. Kestin ponownie sprawdziła, czy nikt nie widział tego zjawiska; zdawało jej się, że nie. Ludzie normalnie ze sobą rozmawiali, a dwóch małych chłopców rozmawiało ze strażą. C-co? Ze strażą? Kestin miała nadzieję, że ci chłopcy chcą w przyszłości służyć królowi i bronić jego królestwa i tylko zadają różne pytania dotyczące tejże pracy. Mogli zauważyć też ten incydent, który przed chwilą miał tu miejsce i teraz rozmawiać ze strażnikami o tym zdarzeniu. Dziewczyna mogła spodziewać się ataku ze strony kilkunastu, może i kilkudziesięciu uzbrojonych ludzi.
Kestin szybko weszła do zamku i zamknęła za sobą drzwi. Na dużym holu stał pewien lokaj, który myślał, że dziewczyna ma ważną sprawę do króla i że strażnicy ją przepuścili.
- Zaprowadzić panią do króla? - spytał.
- Nie, dziękuję - powiedziała. - Poradzę sobie.
Po czym skręciła w lewo, czyli nie tam, gdzie powinna.
- Tam jest kuchnia, proszę pani - zauważył lokaj. - Na pewno pani trafi do króla?
- Tak, tak... - mruknęła Kestin i weszła po wysokich schodach na górę.
Tym razem służący nie zwrócił jej uwagi, co znaczyło, że idzie w dobrym kierunku. Otworzyła duże, zdobione złotymi wzorami drzwi znajdujące się naprzeciwko niej.
W samym końcu sali, na złotym tronie siedział król. Za nim stał pewien mężczyzna, który rozmawiał z nim, ale gdy oboje zobaczyli Kestin, zamilkli. Władca i dziewczyna dobrze się znali. Byli wrogami. Kestin jednak nie zwróciła na niego uwagi, tylko na osobę stojącą za tronem. Czarne włosy, dwukolorowe, błyszczące oczy... Oscar. Była pewna, że to on.
Spojrzała mu wyzywająco w oczy. Była na niego wściekła, sama nie wiedziała, dlaczego. A na dodatek ten głupek udawał, że jej nie zna!
- Oscar - powiedziała w końcu, zapominając o tym, że ten może nie mieć tak na imię. - Musimy sobie coś wyjaśnić.
Król rozejrzał się po sali.
- Czy jest tu jakiś Oscar? - spytał tego "Oscara". Ten pokiwał głową przecząco.
Król spojrzał na Kestin:
- O kogo ci chodzi? - spytał.
- No, o Oscara.
- Jakiego Oscara?
- Tego co stoi za tronem.
- Xy... - zaczął, ale potem przytaknął, jakby coś sobie przypomniał i powiedział z wahaniem: - Ach, zupełnie zapomniałem, zwykle mówię do ciebie po przezwisku i przyzwyczaiłem się, że tak na prawdę masz na imię Oscar...
Kestin nie rozumiała o co chodzi, skąd to wahanie w głosie króla. Zmarszczyła brwi.
- Mogę z nim porozmawiać?
- O czym? - spytał król, nadal mówiąc niepewnie.
- To nie twoja sprawa, wasza królewska mość - powiedziała dziewczyna i podeszła do Oscara, po czym pociągnęła go za rękę do głównych drzwi. Ten się wyrwał.
- Co ty robisz? - zapytał rozdrażniony.
- Musimy porozmawiać. I nie udawaj, że mnie nie znasz - warknęła Kestin.
- Czy ja udaję..? - spytał chłopak. Dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem. Ten westchnął. - No dobra, gdzie chcesz rozmawiać?
* * *
Nie dało się nic z niego wyciągnąć.
Po krótkiej rozmowie Kestin miała zamiar już sobie pójść, jednak w drzwiach stanęli strażnicy.
- Nie tak prędko - powiedział jeden z nich. - Idziesz z nami.
Dziewczyna pomyślała, że król skorzystał z okazji, że jest w zamku. Przecież była złodziejką, która po latach powinna zapłacić za swoje czyny. Chwyciła za sztylet ukryty w jej bucie. Wiedziała, że nim nic nie zdoła, ale uznała, że może coś wymyśli. W końcu była Obdarzona.
Strażnicy otoczyli ją. Było ich około dwunastu. Gdy dwóch ruszyło na nią, Kestin zraniła sztyletem jednego i odebrała od niego miecz, którym poraniła drugiego. I tak walczyła chwilę, ale w końcu zaatakowało ją pięciu. Nie miała szans, gdy szósty i siódmy strażnik złapali ją od tyłu i unieruchomili. Nie zabili jej, o dziwo. Zaprowadzili do króla.
Zanim drzwi się zamknęły, Kestin spojrzała w oczy Oscara. Nie pomógł jej, nie zatrzymał strażników. Chłopak patrzył na nią, a jego wzrok zdawał się mówić: "Przepraszam..."
Coś tu nie tak..!
Po krótkiej rozmowie Kestin miała zamiar już sobie pójść, jednak w drzwiach stanęli strażnicy.
- Nie tak prędko - powiedział jeden z nich. - Idziesz z nami.
Dziewczyna pomyślała, że król skorzystał z okazji, że jest w zamku. Przecież była złodziejką, która po latach powinna zapłacić za swoje czyny. Chwyciła za sztylet ukryty w jej bucie. Wiedziała, że nim nic nie zdoła, ale uznała, że może coś wymyśli. W końcu była Obdarzona.
Strażnicy otoczyli ją. Było ich około dwunastu. Gdy dwóch ruszyło na nią, Kestin zraniła sztyletem jednego i odebrała od niego miecz, którym poraniła drugiego. I tak walczyła chwilę, ale w końcu zaatakowało ją pięciu. Nie miała szans, gdy szósty i siódmy strażnik złapali ją od tyłu i unieruchomili. Nie zabili jej, o dziwo. Zaprowadzili do króla.
Zanim drzwi się zamknęły, Kestin spojrzała w oczy Oscara. Nie pomógł jej, nie zatrzymał strażników. Chłopak patrzył na nią, a jego wzrok zdawał się mówić: "Przepraszam..."
Coś tu nie tak..!
poniedziałek, 27 maja 2013
Rozdział III: Pierwszy "trening"
Kestin i Oscar chwilę patrzyli na siebie. Chłopak był uśmiechnięty, jednak twarz dziewczyny pozbawiona była wyrazu.
Jak mogłam to zrobić? - zadawała sobie pytanie.
- Przepraszam, ale muszę już iść - powiedziała w końcu.
- Ale... - zaczął Oscar, nieco zakłopotany.
- Mam pilną sprawę do załatwienia - dodała Kestin i odwróciła się, po czym pobiegła przez las, nie czekając na odpowiedź chłopaka
Gdy w końcu się zatrzymała i obejrzała za siebie, stwierdziła z ulgą, że Oscar jej nie goni. Tak na prawdę nie miała żadnej ważnej sprawy do załatwienia. Skłamała. Dziewczyna nie wiedziała, dlaczego zgodziła się na współpracę z takim idiotą. Westchnęła i weszła do jednego z przedwojennych bunkrów, po czym oparła się o ścianą i zsunęła po niej aż do pozycji siedzącej. Objęła nogi rękami i brodę o kolana, a potem znowu westchnęła.
Omiotła wzrokiem wnętrze bunkru - w ciemnościach dostrzegła masę pajęczyn, ściany, niegdyś białe były szare od brudu, a po podłodze walało się kilka drewnianych beczek z zepsutym jedzeniem. Kestin wzdrygnęła się, czując smród zgnitych jabłek, a po plecach przebiegł jej dreszcz, ponieważ w bunkrze było zimno i wilgotno.
Zza beczki Kestin ujrzała parę zielonych oczu. W jej stronę szedł mały, czarny kotek. Był wychudzony i zaniedbany. Zwierzak podszedł do dziewczyny i zaczął ocierać się o jej nogi, unosząc w górę ogon i mrucząc głośno. Dziewczyna pogłaskała go, po czym spojrzała na drzwi, którymi weszła do bunkru. Wstała i otwarła je. Kotek szybko wybiegł z podziemnego kopca, a Kestin wyszła za nim.
Rozejrzała się; nikogo nie było. Poszła przed siebie, wsłuchując się w śpiew ptaków.
- Okłamałaś mnie - usłyszała za sobą znajomy głos. Oczywiście, głos Oscara. Dziewczyna przystanęła, rozdrażniona.
- Muszę wszystko przemyśleć - wytłumaczyła.
- Ale już się zgodziłaś..! - wykrzyknął chłopak.
Kestin już miała dość tego chłopaka. Odwróciła się i szybkim ruchem wymierzyła mu cios pięścią w polik. Ten jednak szybkim ruchem ominął atak.
- No, no, wreszcie rozpoczynamy pierwszy trening! - powiedział Oscar z zadowoleniem. Tak na prawdę chłopak wiedział, że to nie jest trening, tylko, że Kestin wpadła w złość. Ale to była okazja do ćwiczenia walki, więc postanowił nie stracić tego momentu. Chciał podkosić nogi dziewczynie, jednak gdy podsunął nogę, Kestin skoczyła w miejscu i upadła na nodze chłopaka. Ten jęknął z bólu i przykucnął, masując nogę rękoma. Obdarzona uśmiechnęła się kąśliwie, po czym odwróciła się na pięcie i miała zamiar sobie pójść, lecz Oscar złapał ją za nogi i przewrócił na ziemię, po czym unieruchomił jej ręce.
- Zapomniałeś o nogach - powiedziała Kestin, po czym nogami pomogła sobie wstać.
Uwolniła swoje ręce, wykręcając nadgarstki chłopaka. Ten jęknął i wyrwał się od niej.
Spoglądał na dziewczynę początkowo ze strachem, a potem znowu nabrał pewności siebie i pobiegł w jej stronę. Schylił się i wysunął ręce, aby złapać nimi nogi Kestin i tym sposobem przewrócić, jednak dziewczyna dobrze znała ten trik i miała na niego dobry sposób. Zanim Oscar zdążył złapać dziewczynę za kostki, ta chwyciła jego ręce i ponownie je wykręciła z pewną satysfakcją. Chłopak krzyknął i tym razem udało się mu pozbawić równowagi dziewczyny, kosząc ją swoją nogą. Kestin upadła, a Oscar przygwoździł ją do ziemi.
Spróbowała przewrócić się na plecy, tym samym przygważdżając do ziemi chłopaka. Jednak długo próbowała, ale w końcu postanowiła zmienić taktykę. Znów pomogła sobie nogami, a potem, gdy Oscar leżał plecami na ziemi, wyjęła sztylet z buta i przysunęła go do szyi przeciwnika. Ten zrobił przestraszoną minę, po czym wyjąkał:
- W-wy-wygrałaś.
Kestin uśmiechnęła się mimowolnie. Zapomniała o tym, że wcześniej nie miała ochoty na wspólne walki z Oscarem. Bardzo podobał jej się ten pojedynek, bo trwał dłużej niż minutę, czyli dłużej, niż walka ze zwykłym, nieobdarzonym człowiekiem.
Spojrzała mu w oczy - bardzo ją dezorientowały, nie wiedziała sama, z jakiego powodu.
Dziewczyna wstała, chowając sztylet do pochwy w bucie. Pomogła wstać Oscarowi, a ten wdzięcznie się uśmiechnął. Nie wiedziała, skąd ten uśmiech - czy za darowanie życia, czy za to, że pomogła mu wstać. Postanowiła się nie przejmować tą błahostką.
Chłopak otrzepał się z piasku, który zakurzył jego ubranie podczas walki.
- Teraz ja muszę gdzieś iść - powiedział. - I nie kłamię - uśmiechnął się, podkreślając drugie zdanie. - Miło się walczyło.
Kestin zmusiła się na uśmiech. Postawiła sobie pytanie: Dlaczego przed chwilą miał dużo czasu na walkę, nic nie mówił, a teraz musi gdzieś iść? Gdyby miał coś do załatwienia, na pewno nie przyszedłby do niej. A może to ma związek z nią?
Kiedy Oscar odchodził, Kestin myślała gorączkowo o pojedynku, który przed chwilą stoczyli. Potem, gdy chłopak zniknął jej z oczu za murami pobliskiego miasta, machnęła ręką, po czym pobiegła przez las.
Jak mogłam to zrobić? - zadawała sobie pytanie.
- Przepraszam, ale muszę już iść - powiedziała w końcu.
- Ale... - zaczął Oscar, nieco zakłopotany.
- Mam pilną sprawę do załatwienia - dodała Kestin i odwróciła się, po czym pobiegła przez las, nie czekając na odpowiedź chłopaka
Gdy w końcu się zatrzymała i obejrzała za siebie, stwierdziła z ulgą, że Oscar jej nie goni. Tak na prawdę nie miała żadnej ważnej sprawy do załatwienia. Skłamała. Dziewczyna nie wiedziała, dlaczego zgodziła się na współpracę z takim idiotą. Westchnęła i weszła do jednego z przedwojennych bunkrów, po czym oparła się o ścianą i zsunęła po niej aż do pozycji siedzącej. Objęła nogi rękami i brodę o kolana, a potem znowu westchnęła.
Omiotła wzrokiem wnętrze bunkru - w ciemnościach dostrzegła masę pajęczyn, ściany, niegdyś białe były szare od brudu, a po podłodze walało się kilka drewnianych beczek z zepsutym jedzeniem. Kestin wzdrygnęła się, czując smród zgnitych jabłek, a po plecach przebiegł jej dreszcz, ponieważ w bunkrze było zimno i wilgotno.
Zza beczki Kestin ujrzała parę zielonych oczu. W jej stronę szedł mały, czarny kotek. Był wychudzony i zaniedbany. Zwierzak podszedł do dziewczyny i zaczął ocierać się o jej nogi, unosząc w górę ogon i mrucząc głośno. Dziewczyna pogłaskała go, po czym spojrzała na drzwi, którymi weszła do bunkru. Wstała i otwarła je. Kotek szybko wybiegł z podziemnego kopca, a Kestin wyszła za nim.
Rozejrzała się; nikogo nie było. Poszła przed siebie, wsłuchując się w śpiew ptaków.
- Okłamałaś mnie - usłyszała za sobą znajomy głos. Oczywiście, głos Oscara. Dziewczyna przystanęła, rozdrażniona.
- Muszę wszystko przemyśleć - wytłumaczyła.
- Ale już się zgodziłaś..! - wykrzyknął chłopak.
Kestin już miała dość tego chłopaka. Odwróciła się i szybkim ruchem wymierzyła mu cios pięścią w polik. Ten jednak szybkim ruchem ominął atak.
- No, no, wreszcie rozpoczynamy pierwszy trening! - powiedział Oscar z zadowoleniem. Tak na prawdę chłopak wiedział, że to nie jest trening, tylko, że Kestin wpadła w złość. Ale to była okazja do ćwiczenia walki, więc postanowił nie stracić tego momentu. Chciał podkosić nogi dziewczynie, jednak gdy podsunął nogę, Kestin skoczyła w miejscu i upadła na nodze chłopaka. Ten jęknął z bólu i przykucnął, masując nogę rękoma. Obdarzona uśmiechnęła się kąśliwie, po czym odwróciła się na pięcie i miała zamiar sobie pójść, lecz Oscar złapał ją za nogi i przewrócił na ziemię, po czym unieruchomił jej ręce.
- Zapomniałeś o nogach - powiedziała Kestin, po czym nogami pomogła sobie wstać.
Uwolniła swoje ręce, wykręcając nadgarstki chłopaka. Ten jęknął i wyrwał się od niej.
Spoglądał na dziewczynę początkowo ze strachem, a potem znowu nabrał pewności siebie i pobiegł w jej stronę. Schylił się i wysunął ręce, aby złapać nimi nogi Kestin i tym sposobem przewrócić, jednak dziewczyna dobrze znała ten trik i miała na niego dobry sposób. Zanim Oscar zdążył złapać dziewczynę za kostki, ta chwyciła jego ręce i ponownie je wykręciła z pewną satysfakcją. Chłopak krzyknął i tym razem udało się mu pozbawić równowagi dziewczyny, kosząc ją swoją nogą. Kestin upadła, a Oscar przygwoździł ją do ziemi.
Spróbowała przewrócić się na plecy, tym samym przygważdżając do ziemi chłopaka. Jednak długo próbowała, ale w końcu postanowiła zmienić taktykę. Znów pomogła sobie nogami, a potem, gdy Oscar leżał plecami na ziemi, wyjęła sztylet z buta i przysunęła go do szyi przeciwnika. Ten zrobił przestraszoną minę, po czym wyjąkał:
- W-wy-wygrałaś.
Kestin uśmiechnęła się mimowolnie. Zapomniała o tym, że wcześniej nie miała ochoty na wspólne walki z Oscarem. Bardzo podobał jej się ten pojedynek, bo trwał dłużej niż minutę, czyli dłużej, niż walka ze zwykłym, nieobdarzonym człowiekiem.
Spojrzała mu w oczy - bardzo ją dezorientowały, nie wiedziała sama, z jakiego powodu.
Dziewczyna wstała, chowając sztylet do pochwy w bucie. Pomogła wstać Oscarowi, a ten wdzięcznie się uśmiechnął. Nie wiedziała, skąd ten uśmiech - czy za darowanie życia, czy za to, że pomogła mu wstać. Postanowiła się nie przejmować tą błahostką.
Chłopak otrzepał się z piasku, który zakurzył jego ubranie podczas walki.
- Teraz ja muszę gdzieś iść - powiedział. - I nie kłamię - uśmiechnął się, podkreślając drugie zdanie. - Miło się walczyło.
Kestin zmusiła się na uśmiech. Postawiła sobie pytanie: Dlaczego przed chwilą miał dużo czasu na walkę, nic nie mówił, a teraz musi gdzieś iść? Gdyby miał coś do załatwienia, na pewno nie przyszedłby do niej. A może to ma związek z nią?
Kiedy Oscar odchodził, Kestin myślała gorączkowo o pojedynku, który przed chwilą stoczyli. Potem, gdy chłopak zniknął jej z oczu za murami pobliskiego miasta, machnęła ręką, po czym pobiegła przez las.
Subskrybuj:
Posty (Atom)